Internet sprzyja powiększaniu się danych na naszym dysku twardym. Jeśli nasz system operacyjny ostrzega, że kończy się limit przestrzeni dyskowej, mamy kilka możliwości. Usunąć co bardziej zbędne pliki. Przenieść część z nich na pendrive’a albo wypalić na płytach. Jest jeszcze trzecia możliwość.

Przenieść wszytko na dysk internetowy. Chodzi o oto, że usługodawca wynajmuje nam na swoich serwerach ściśle wydzieloną część, na którą możemy przerzucać pliki. A potem je ściągnąć z powrotem na pecetowego „twardziela”.

Zalety? Przede wszystkim – pojemność. Za darmo dostajemy 100 megabajtów (edysk.pl), 50 gigabajtów (Adrive), 25 gigabajtów (SkyDrive firmy Microsoft). Po drugie – oczywiście – wszystko za darmo. Po trzecie – bezpieczeństwo: jeśli nasz dysk twardy ulegnie uszkodzeniu, to nie musimy prosić informatyka o o pomoc w odsyłaniu danych. I wreszcie, możliwość skorzystania z plików w każdym miejscu z dostępem do Sieci.

Minusy to rzecz jasna ograniczenia przestrzeni na dysku i długi czas wgrywania danych na serwer. Ściąganie jest już szybsze. Jak przebiega cała procedura? Zakładamy konto na danym serwerze, ściągamy programik, dzięki któremu przeniesienie plików jest poręczniejsze i klikamy przycisk Wyślij. A potem uzbrajamy się w cierpliwość. Przed założeniem konta warto przejrzeć dokładnie umowę.

Na koniec warto wspomnieć o dwóch najpopularniejszych darmowych dyskach. Pierwszy to wirtualny dysk Google lub Gmail. Drugi to „Minus”. Daje on możliwość przeniesienia 500 gigabajtów danych! Swoje foldery dzielimy na prywatnej i publiczne. Edytujemy zdjęcia. Udostępniamy pliki. Na początku dostajemy 10 gigabajtów, potem po 1 gigabajcie za każdą osobę, którą zachęcimy do rejestracji i utworzenia swojego dysku na serwerze „Minusa”.